środa, 9 marca 2011

Stwierdziłem, że...

Przypomniałem sobie dzisiaj gościa, który chciałby być Izraelitą, ale nie urodził się Żydem, czego żałuje, który jest praktykującym niewierzącym buddystą, który poświęcił lwią część swojego życia na praktykowanie sztuk walki i który twierdzi, że medytacje pomogły mu dobrze zdać maturę. Przypomniałem sobie i stwierdzam, że ludzie są zabawny. Nie, żebym ich nie rozumiał, rozumiem, jednak drogi ich poszukiwań są na wpół śmieszne, na wpół smutne.
Stwierdziłem dziś, że moja wiedza jest zupełnie nic nie warta, sama w sobie. Niby wiedziałem to od dawna - ale dzisiaj (choć patrząc na zegarek - wczoraj) to nieźle powiązałem z praktyką. Moja wiedza, moje umiejętności, moje myśli mają wartość "0", dopóki ich do czegoś nie wykorzystuję. Matematycznie - wiedza o aktualnej polityce państwa:4, umiejętność przekazywania wiedzy:2, wykorzystywanie tego w praktyce: 0. I mamy działanie: 4 x 2 x 0 = 0. Jest to działania na "skutek". Wykorzystywanie w praktyce może mieć zarówno znak ujemny, jak i dodatki, w zależności czy robimy coś złego, czy dobrego. W każdym razie - realną wartością jest wykorzystywanie swoich umiejętności. Rozwój intelektualny ma na tyle sens, na ile za jego pomocą chcemy lepiej pomagać innym. Oczywiście - to wszystko z czysto chrześcijańskiego punktu widzenia. Dla 'materialisty' rozwój intelektualny może mieć o tyle 'sens' (jeśli to w ogóle jest sens nazywać 'sensem'), o ile pomnaża np. gotówkę. Przy czym - wzór zostanie ten sam.
Stwierdziłem dziś, że powinienem napisać list do potencjalnego syna. W liście powinno się znaleźć, oprócz, oczywiście, dobrych rad, kilka możliwości tego, kim mogę się stać oraz skróconych poradników co należy będzie ze mną zrobić. Zdaję sobie sprawę z wielu zagrożeń czyhających na mnie, wspominałem już o tym, że "będę pracował w Biedronce i nagle obudzę się, 20 lat później i stwierdzę, że zmarnowałem życie", są też inne. Rytualizm (bo łatwiej jest sobie stworzyć kanon praw i się ich trzymać niż CAŁY CZAS sprawdzać jak tam wygląda dzisiaj sprawa "ja - Bóg - co powinienem zrobić"), ucieczka od uczuć, zbytnia łagodność, zbytnia okrutność. Takie klasyki. Póki nic mi się nie przydarzyło takiego, w każdym razie nie na tyle, żebym sobie z tym nie poradził, powinienem napisać taki list. Kto wie, może mu się przyda.
Jakoś tak ostatnio więcej myślę o śmierć. Śmierć to niezły punkt odniesienia - jak patrzymy cały czas 2 dni do przodu i w ten sposób planujemy swoje posunięcia to nie myślimy długofalowo. Jednak gdy planujemy swoje posunięcia z perspektywy "umrzesz", to się robi klarowniej i skuteczniej.
Stwierdziłem też, że rozumiem ludzi, którzy nie rozumieją mojego bloga. Wreszcie. Gramatyczne budowle które wnoszę są chore, żeby zrozumieć jedno w sumie proste zdanie trzeba je przeczytać ze 3 razy. To, co tworzę nadaje się, głównie, dla masochistów. Z tą właśnie świadomością chcę tworzyć dalej. Nie stwierdzam "nie, czas to zmienić, trafić do szerszej publiki". Po prostu - pozdrawiam masochistów.

Ostatnio stwierdziłem, że to, że NIKT nie komentuje tego bloga ma swoje plusy. Przestaję czekać na komentarze, przestaję myśleć o tym, do kogo piszę, nie próbuję się przypodobać. Dzięki temu to bardziej mój blog, jest ostrzej, jest bardziej tak, jak, uważam, powinno być. Gdy może kiedyś zaczną pojawiać się komentarze, będę na niej mniej więcej przygotowany, będę u siebie, a nie na jakiejś "wspólnej platformie wymiany myśli". Tu są moje myśli - odnieś się lub odbij od nich.

4 komentarze:

  1. Cholera, a ja już komentarz zamieściłem. To chyba powinienem usunąć ten poprzedni... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nah, luz. Jestem przygotowany już, za głęboko w tym siedzę żeby mnie "ludzka obecność" speszyła.

    OdpowiedzUsuń
  3. masochiści pozdrawiają :)

    w kontekście tego tekstu zdjęcie profilowe nabiera nowego znaczenia... :)


    'Rozwój intelektualny ma na tyle sens, na ile za jego pomocą chcemy lepiej pomagać innym.'
    czy zatem pomoc sobie byłaby nazbyt egoistyczna jak na chrystusowca?

    OdpowiedzUsuń
  4. Good point. Faktycznie - rozwój intelektualny ma w pierwszej kolejności o tyle sens, o ile pomagamy sobie, w drugiej dopiero, jeśli pomagamy innym. Problem pojawia się dopiero przy definicji "pomocy sobie". Bo pomoc sobie ma o tyle sens o ile zbliża nas do zbawienia - a pomoc innym jest elementem składowym tego (o tyle, o ile jest możliwa). Skomplikowałem xD Tak czy inaczej - zgadzam się, rozwój ma przede wszystkim o tyle sens, jeśli pomagamy sobie, choćby dlatego, że nie możemy nikomu prawdziwie, w pełni pomóc, dopóki nie pomagamy sobie. Howgh.

    OdpowiedzUsuń