Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2011

Piractwo, scurvy

Jedna sprawa. Na imprezie mówię, że jestem abstynent - klasyczne pytanie "dlaczego", ale nikt się nie czepia, wszystko spoko. Nie palę - cóż, dużo ludzi nie pali, nikt się nie przejął, nawet się ludzie trochę po kątach czaili z tym paleniem. Niektórzy. Jednak w momencie, gdy okazało się, że "nie piracę" i nie chcę oglądać pirackiego odcinka anime nastąpił szok i konsternacja. Jak można. Dyskusja, dlaczego, przecież prawnie jest 24 godziny, materiał promocyjny. Tłumaczę - to fake, nie ma takiego przepisu. To od razu następny argument, że można, że tylko udostępnianie jest nielegalne. To, na tyle na ile wiem, prawda. Jednak po co w takim razie najpierw zasłaniać się 24 godzinami, skoro tylko udostępnianie jest nielegalne? Stwierdzam, że ja się przejmuję tym, że ktoś nielegalnie udostępnia i nie ściągam, czym to jednak ściągam... na siebie oburzenie. Twardo - nie oglądam. Chwilowo przycichło. Potem gdzieś w temacie wspominam, że sobie w domu obejrzę NGE - od razu pytanie, czy mam oryginał. "Sprawdzają mnie." Mam oryginał, ha, już się nawet nie chwaliłem że kolekcjonerskie wydanie kolekcjonerskiego wydania.
Z jednej strony - to takie dziwne, ile wzburzenia może przynieść przyznanie się w towarzystwie, że człowiek nie piraci. Z drugiej - sam pamiętam, że walczyłem z niepijącymi, niepalącymi, niepiracącymi. Jednakże - ja wtedy byłem ideologiem nihilizmu, i kuraw, miałem lepsze argumenty ZA paleniem niż większość osób ma przeciw. Byłem niezłym ideologiem. I dla mnie w tamtej sytuacji nie piracenie byłoby albo kaprysem, albo jakąś odmianą hipokryzji (tak jak uważałem i wciąż uważam, że wiele dziewczyn w szkole nie paliło bo uważały się za lepsze od tych "głupich, niszczących swoje zdrowie palaczy". taki syndrom cnotki niewydymki, która nie dlatego taka jest bo uważa, że to jest dobre, tylko dlatego, że chce czuć się lepsza od innych. kto wie o co mi chodzi ten wie, tyle w tej kwestii). Jednakże gdy ktoś przyznaje się do wyznawania chrześcijańskich wartości, a potem oburza się, że ktoś NIE kradnie, to coś jest nie tak. Choć, mówiąc szczerze, to nie jest problem tej osoby, czy jakaś "katolicka przypadłość hipokryzji" tak twardo lansowana przez Wyborczą. To ogólny problem piractwa. I hej - mam temat który od dawna miałem poruszyć tylko nigdy nie miałem motywacji żeby się zabrać - i pewnie w jakimśtam bliższym czasie machnę artykuł na temat.
Ps. Jak się powinno kończyć notki na blogu?

Double action

Jestem po urodzinach u Zofii, fizycznie dość zniszczony. Kot (uczulenie) rozregulował mój system immunologiczny, jakieś przeziębienie wykorzystało możliwość i czuję się tak, jak się czuję. Jednak nie o tym... O imprezie. Podzieliłem ją sobie na dwa etapy, dość naturalne zresztą. Impreza przed pójściem spać i impreza po parogodzinnej drzemce. Part I - jakbym napisał że tańczyłem do piosenki "Ilyena" TMV (a właśnie, jak u mnie się pojawia jakiś link do piosenki to jest to albo link do teledysku albo do amazona "go & buy". koniec reklamy), poza tym stwierdziłem, że jestem Cezarem i zaprosiłem dziewczynę do mojego... kurcze, nawet nie pamiętam czego, ale coś w stylu "łoża", tylko bardziej klimatycznego słowa użyłem... W sumie forma "jakbym napisał" tu nie pasuje, bo przecież TO napisałem. Jednak to tworzy złudny obraz - to wszystko się wydarzyło, ale najważniejszym elementem pierwszej części było sprzedawanie historii z mojego życia Adamowi i kontestacja rzeczywistości. Jak za starych czasów. Zawsze mi przeszkadzało na dyskotekach że jest za głośno i źle się rozmawia. Z kontestacji wnioski były bardzo konkretne "no, nawet fajnie tańczy, ale...", "hmm, a więc tak wygląda dom w którym wychowywała się Zofia, tak, to sporo tłumaczy" itd. Jak mi się kiedyś będzie nudzić to sobie to napiszę, dawno nie dałem ludziom wystarczająco porażającego pokazu szczerości. Z rozmowy z Adamem, oprócz wspomnień dawnych dni, zarówno tych, które opowiadałem, jak i tych dni, kiedy opowiadałem (ale o nich nie opowiadałem) (wiecie co, uwielbiam zdanie które właśnie napisałem) zyskałem fajne przemyślenie - lepiej rozumiem DLACZEGO słucham takiej właśnie muzyki jakiej słucham, jakiej muzyki chciałbym słuchać, dlaczego muzyka, która mi nie pasuje, nie pasuje mi. Przydatna rzecz.
Druga część, żeby się nie bawić w ciekawostki, tylko przejść do sedna, opierała się na sprzedawaniu mi historii swojego życia przez (tu zaczynam szukać komórki na której zapisałem imię...) Jurka. Co do jego historii - są z nimi dwa problemy. Problem pierwszy - brzmią dość nieprawdopodobnie. Nie jest to jednak coś, co by je skreślało - większość historii z mojego życia brzmi jeszcze bardziej nieprawdopodobnie. Problem drugi - to była impreza pod znakiem wkręcania starego aleksaNdra. Nie lubię wkręcania, tak jak nie lubię grać w nogę. Do nogi nie mam kondycji, zamiast cieszyć się grą myślę o tym jak jestem zmęczony, to nie gra dla mnie, przynajmniej teraz. W TV też nie lubię oglądać, bo nie podoba mi się perspektywa z jakiej pokazywane są mecze. Mecz interesujący byłby dla mnie, gdyby kamery umieszczone były z perspektywy zawodników. Gra mięśni, przeskok z nogi na nogę, drobne zwody, zmęczenie, praca płuc.. To mnie bardziej interesuje, lepiej się w to wczuwam niż ogólną "sytuację na boisku". Ciekawa sytuacja na boisku to jest w UT2k4 w trybie Onslaught, albo w Starcrafcie. Choć to wszystko, jak widać, bardzo subiektywne spojrzenia - i nie uważam, że wczuwanie się w "sytuację na boisku" podczas oglądania meczu jest czymś dziwnym. Po prostu mnie nie kręci. I tak też jest z wkręcaniem - z tą różnicą, że jak ludzie grają w piłkę to ja mogę nie grać, jak leci mecz w TV to mogę nie oglądać, a nikt mnie pyta czy mam ochotę być wkręcany. Więc niepytany mówię - nie mam, relacje międzyludzkie i bez tego są wystarczająco skomplikowane.
W każdym razie - oprócz klasycznej dla mnie integracji 1 vs 1 na imprezie pełnej ludzi była jeszcze jajecznica, dla mnie najbardziej klasyczne danie imprezowe. W ogóle - powinienem częściej chodzić na duże biby, poznawałbym nowych ludzi i zmagał się z demonami przeszłości. Tylko bez kotów.