Jedna sprawa. Na imprezie mówię, że jestem abstynent - klasyczne pytanie "dlaczego", ale nikt się nie czepia, wszystko spoko. Nie palę - cóż, dużo ludzi nie pali, nikt się nie przejął, nawet się ludzie trochę po kątach czaili z tym paleniem. Niektórzy. Jednak w momencie, gdy okazało się, że "nie piracę" i nie chcę oglądać pirackiego odcinka anime nastąpił szok i konsternacja. Jak można. Dyskusja, dlaczego, przecież prawnie jest 24 godziny, materiał promocyjny. Tłumaczę - to fake, nie ma takiego przepisu. To od razu następny argument, że można, że tylko udostępnianie jest nielegalne. To, na tyle na ile wiem, prawda. Jednak po co w takim razie najpierw zasłaniać się 24 godzinami, skoro tylko udostępnianie jest nielegalne? Stwierdzam, że ja się przejmuję tym, że ktoś nielegalnie udostępnia i nie ściągam, czym to jednak ściągam... na siebie oburzenie. Twardo - nie oglądam. Chwilowo przycichło. Potem gdzieś w temacie wspominam, że sobie w domu obejrzę NGE - od razu pytanie, czy mam oryginał. "Sprawdzają mnie." Mam oryginał, ha, już się nawet nie chwaliłem że kolekcjonerskie wydanie kolekcjonerskiego wydania.
Z jednej strony - to takie dziwne, ile wzburzenia może przynieść przyznanie się w towarzystwie, że człowiek nie piraci. Z drugiej - sam pamiętam, że walczyłem z niepijącymi, niepalącymi, niepiracącymi. Jednakże - ja wtedy byłem ideologiem nihilizmu, i kuraw, miałem lepsze argumenty ZA paleniem niż większość osób ma przeciw. Byłem niezłym ideologiem. I dla mnie w tamtej sytuacji nie piracenie byłoby albo kaprysem, albo jakąś odmianą hipokryzji (tak jak uważałem i wciąż uważam, że wiele dziewczyn w szkole nie paliło bo uważały się za lepsze od tych "głupich, niszczących swoje zdrowie palaczy". taki syndrom cnotki niewydymki, która nie dlatego taka jest bo uważa, że to jest dobre, tylko dlatego, że chce czuć się lepsza od innych. kto wie o co mi chodzi ten wie, tyle w tej kwestii). Jednakże gdy ktoś przyznaje się do wyznawania chrześcijańskich wartości, a potem oburza się, że ktoś NIE kradnie, to coś jest nie tak. Choć, mówiąc szczerze, to nie jest problem tej osoby, czy jakaś "katolicka przypadłość hipokryzji" tak twardo lansowana przez Wyborczą. To ogólny problem piractwa. I hej - mam temat który od dawna miałem poruszyć tylko nigdy nie miałem motywacji żeby się zabrać - i pewnie w jakimśtam bliższym czasie machnę artykuł na temat.
Ps. Jak się powinno kończyć notki na blogu?